To my :)
| | | | |

Drużyna


Park maszynowy

więcej 

Co byś wybrał(a)?
Fiat 124 Spider 1.4 MultiAir
Fiat 124 Spider 1.4 MultiAir
czy
Abarth 500 1.4 T-Jet
Abarth 500 1.4 T-Jet

Wycieczka na ¦ląsk czyli holowanie na autostradzie ;)

Data dodania 2003-07-03 Galeria Autor: Mirek
Pojechaliśmy po GTV6. Zbiórka u Marka pod domem. Zgrani idealnie przyjechaliśmy z Pawłem niemal równo - 15 minut po czasie. Zapakowaliśmy się do Pawłowej 156 i w trasę. Autostradę przejechaliśmy szybko - Paweł musiał zwolnić tylko - gdy napotkaliśmy samochód informujący, że "Koniec wyścigu" ;). Zajechaliśmy na miejsce, gdzie po krótkim oczekiwaniu na Irka postanowiliśmy jechać kupić olej - półsyntetyczny Fuchs, który Paweł zamierzał wlać do GTV6. Paweł miał dwa adresy - więc szukamy pierwszego. Niestety nikt o żadnej ulicy Piwnej nie słyszał. W końcu Marek z pomocą jakiegoś taksówkarza i mapy ustalił, że taka ulica jest... jakie 15 kilometrów za centrum. Na szczęście droga była prosta (po drodze minęliśmy restaurację o bardzo zachęcającej nazwie PAF) i trafiliśmy... do garażu przy czyimś mieszkaniu. Pan miał dobre chęci, tyle że nie miał oleju (a Paweł się wcześniej umawiał, że przyjedzie) - to znaczy miał: 4 litry i napocząte kolejne 4 litry. Jak bardzo napoczęte? Na początku wydawało się, że są jeszcze 3 litry i o mało Paweł za tyle nie zapłacił. Dzięki czujności Marka okazało się jednak, że w opakowaniu jest jakiś litr, więc z zakupu drugiego opakowania zrezygnowaliśmy. Udało nam się jednak uzyskać informacje o lokalizacji drugiego dystrybutora, który... znajdował się tuż przy centrum :)) Ruszyliśmy więc w drogę powrotną. Miejsce znaleźliśmy niemal bez problemów, choć Marek robił dywersję ;) W końcu z siedmioma litrami oleju wróciliśmy do GTV6, gdzie Irek już czekał. Odbyliśmy ciekawą rozmowę na temat cen części pochodzących z różnych źródeł dystrybucji i postanowiliśmy wracać do Krakowa, tym bardziej, że Irek był umówiony z potencjalnym kupcem Q4.
Zasiadłem za kierownicą GTV6. Odpaliło bardzo ładnie, zagrało sześć cylindrów. Delikatnie wytoczyłem się na drogę i siadłem na ogon pawłowej 156, którą prowadził Marek. Po chwili V6 złapało temperaturę i zacząłem przyciskać mocniej - niestety niemiła niespodzianka: dzwonią zawory. A przecież miały być wyregulowane. No nic. Jedziemy na stację bo GTV6 na oparach. Na stacji chwila konsternacji, jakie paliwo nalać, ostatecznie lejemy U95 do pełna. Za chwilę problem - nie ma jak zamknąć wlewu paliwa. Ostatecznie udało się go jakoś pokonać. Jedziemy, ale zawory słychać przy każdym mocniejszym depnięciu na gaz, do tego z rury wydobywają się kłęby dymu. Telefon do Irka, jedziemy na Arala. Docieramy niemal wszyscy równocześnie: my, Irek i wiśniowa 164 TB z Krzeszowic z potencjalnym kupcem Q4 z kierownicą.
Pierwsze słowa Irka - olej jest? Hm... auto przecież wyjechało właśnie od mechanika. Sprawdzamy - nie ma. To znaczy jest ale grubo poniżej minimum. Paweł idzie na stację - tylko syntetyki, więc do Praktikera, po litr oleju. W międzyczasie Irek prezentuje zalety swojej quczwórki. Wraca Paweł - wlewamy niemal cały litr, odpalamy silnik, gasimy, pozwalamy olejowi spłynąć do miski, sami idziemy coś zjeść, tym bardziej, że Irek pojechał na jazdę próbną. Zapodaliśmy po zestawie (Paweł stawiał) i poprosiliśmy na skrzydło Q4 ;)) Po chwili wrócił Irek i zajął się GTV6. Za pomocą śrubokręta przyłożonego do ucha zdiagnozował, że rzeczywiście delikatnie zawory słychać. Nie było to jednak to - o co nam chodziło. Wiec wsiedliśmy w auto, Irek na pasażera i jedziemy. Silnik dzwoni. Diagnoza? Do końca nie wiadomo. Może napęd pompy olejowej bo na zawory to za głośno, może przestawiony zapłon, słabe paliwo... Ponoć można jeździć ale bez zbytniego męczenia silnika.
Jako, że i tak nic więcej ustalić się nie dało - postanowiliśmy wracać. Tym razem w trzy samochody - dołączył do nas alfista z Krzeszowic. Wjeżdżamy na autostradę, prędkość podróżna 150-170, robimy zdjęcia, zmieniamy się na prowadzeniu, generalnie jedzie się miło i przyjemnie, gdy nagle... 164 daje mi znaki, żebym zjeżdzał na pobocze i zatrzymał się. Stajemy, awaryjne, a spod maski bucha para... Rzut oka na temperaturę - kurna, 110 st. Spod auta już płynie kałuża. Stoimy, czekamy aż silnik ostygnie i analizujemy sytuację. Za najbliższym wzgórzem jest zjazd do Chrzanowa, trzeba jechać po płyn, ale potem co? Wjechać w kierunku przeciwnym, dojechać do bramek, zawrócić i w to samo miejsce... Jakieś 50-60 km do zrobienia... Ale jest ratunek. Kolega z Krzeszowic znalazł w bagażniku linkę holowniczą! Zapinamy i toczymy się autostradą 60 kmh. W końcu dojeżdżamy do zjazdu. Parkujemy, a Marek z Pawłem jadą na stację po płyn chłodniczy. Wracają szybko. Uzupełniam, a Marek już się wpakował za kierownicę 164 :)) W końcu odpalamy GTV6 - bez problemów. Więc się rozstajemy. Kolega z Krzeszowic już na autostradę nie wraca, Paweł jedzie sam wcześniej prosto do domu. Marek się przesiada do mnie - ale prowadzić nie chce :). Jedziemy - najpierw powoli, potem trochę szybciej. Z temperaturą już żadnych kłopotów nie ma... W Krakowie się wszyscy za nami oglądają - a co ten silnik to brzmi... W końcu dojeżdżamy do Marka. Tu GTV6 zostaje...

Data dodania 2003-07-03 Galeria Autor: Mirek


Spotkania

więcej 

Porady techniczne

więcej 

Przepisy kulinarne

więcej