To my :)
| | | | |

Drużyna


Park maszynowy

więcej 

Co byś wybrał(a)?
Maserati Ghibli S
Maserati Ghibli S
czy
Alfa Romeo 147 GTA
Alfa Romeo 147 GTA

Ciasto czekoladowe francuskie - brak włoszczyzny tym razem

Data dodania 2004-03-22 Autor: Mariusz
Nie wiem, póki co, jaki może mieć związek ten przepis ze stroną samochodową, i to samochodową przez duże S, bo to przecież włoskie samochody, ale myślę, że jak i w poprzednich przepisach coś się znajdzie w trakcie opowiadania o tym przepisie. Przepis wynalazł się w gazecie „Zwierciadło”, jednak tam, może i na szczęście dla tego przepisu, zapomniano podać proporcje cukru. Przepis jest prosty, szybki i skuteczny, co znaczy, że jeśli wypada nam kogoś zaskoczyć umiejętnościami kulinarnymi, to nie ma lepszego sposobu. Z drugiej strony jednak, biorąc pod uwagę na przykład mnogość knajp, pubów czy restauracji na krakowskim Kazimierzu, czy Rynku, zabawa w kucharza wydaje się nie mieć sensu w obecnych czasach. Podobne ciasto, jednak nieco „grubsze” jest podawane w lokalu Les Couleurs (Kraków, ul. Estery), gdyby więc ktoś chciał przekonać się zanim założy fartuszek, jak smakuje takie ciasto, to można wspomniany lokal odwiedzić. Ten przepis jednak ma w sobie coś zupełnie pierwotnego, proste składniki, żadnych modyfikacji – czysty smak czekoladowego ciasta. Tymi podstawowymi składnikami są – przy założeniu ośmiu porcji – kostka masła, dwie tabliczki czekolady gorzkiej, ale nie bardzo gorzkiej – przetestowane to Wedel, Terravita (rumowa, amaretto), Alpen Gold, Wawel może być w ostateczności – nie wiem zresztą dlaczego tej krakowskiej firmie nie wychodzi specjalnie produkcja czekolad - cztery jajka rozłożone na białka i żółtka, dwanaście dekagramów cukru (trzy dekagramy na jajko, proporcje jak na podstawowy biszkopt, gdyby ktoś nie chciał pamiętać liczb) i to wszystko. Powinno paść pytanie od kogoś wprawionego w sztuce kulinarnej: a mąka gdzie? Odpowiedź: nie ma w tym przepisie mąki, dlatego właśnie jest to czyste ciasto czekoladowe. Większość lokali podaje coś na kształt murzynka, dlatego można być miło rozczarowanym smakiem tego ciasta, które zaraz przygotujemy. Sprzęty potrzebne do upieczenia to: okrągła tortownica wyłożona pergaminem, dwie dość duże miski (taka od miksera jest bardzo dobra i druga do ubicia piany z białek), dwa garnki takie, by jeden był w stanie „wejść’ w drugi – potrzebne do kąpieli wodnej - mikser oczywiście z końcówkami do ubijania piany i ucierania żółtek, jakaś łyżka (z jedną świetnie można sobie poradzić, tylko trzeba pamiętać o kolejności wkładania jej w różne masy), piec elektryczny lub gazowy, najlepiej z możliwością regulacji temperatury. Co robimy najpierw? Rozdzielamy żółtka od białek, wbijając je kolejno do odpowiednich misek (mikserową sugerowałbym wykorzystać do żółtek), żółtka zasypujemy cukrem (na cztery żółtka cztery kopiaste stołowe łyżki cukru, jedna łyżka to mniej więcej trzy dekagramy), natomiast kostkę masła i dwie czekolady wkładamy do mniejszego garnka stawiamy go w drugim wypełnionym wodą i podgrzewamy tak, by czekolada z masłem się rozpuściła. Nie nastąpi to od razu, więc można spokojnie ubić pianę z białek mikserem w drugiej misce, wstawić do lodówki i tym samym mikserem utrzeć żółtka z cukrem na krem, od czasu do czasu mieszając łyżką masę maślano-czekoladową. Mamy krem z żółtek, masę czekoladową i pianę w lodówce, wystarczy to połączyć, wylać na tortownicę, upiec i ciasto gotowe. Po kolei jednak, masę czekoladową wlewamy do kremu z żółtek i mieszamy łyżką, dodając delikatnie pianę z białek tak, by powstała dość pulchna, czekoladowo-jajeczna masa o jednolitym kolorze. Tę masę wylewamy na tortownicę i wstawiamy do pieca nagrzanego na sto dziewięćdziesiąt stopni na czterdzieści minut. Po czterdziestu minutach wyjmujemy i dajemy ciastu lekko ostygnąć. Opadanie po wyjęciu z pieca, bo ciasto urośnie w trakcie pieczenia, jest zjawiskiem normalnym i nie należy się przejmować, że coś nam nie wyszło. Po wystygnięciu, które powinno trwać nie więcej niż dziesięć do piętnastu minut, można ciasto podawać, powinno być lekko ciepłe. Można do niego podać nieco bitej śmietany i obowiązkowo czerwone wino wytrawne lub półwytrawne. To taki stosunkowo wykwintny deser.
Rodowodu włoskiego próżno się doszukiwać, choć tak naprawdę to Rzymianie nauczyli Francuzów gotować, było to jednak tak dawno, że nawet najstarsi Górale nie pamiętają. Nie znaczy to też, że zamierzam zmieniać samochód na francuski. Przepis można zamknąć w dwóch zdaniach, jednak jakiś czas temu, dowiedziałem się, że fajnie się to czyta, więc nie zmieniam stylu pisania o kuchni. Co jeszcze...większość przepisów jest prosta, to jeden z nich, wystarczy raz go wykonać i przekonanie o tym, narodzi się bez dowodów. Prostota w kuchni, nie tylko włoskiej, jest tak naprawdę rzeczą o tyle zwykłą, że nikt w to nie wierzy. A jeśli ja za chwilę jakąś napiszę o sosie pokrzywowym do spaghetti...

Data dodania 2004-03-22 Autor: Mariusz


Spotkania

więcej 

Porady techniczne

więcej 

Przepisy kulinarne

więcej