To my :)
| | | | |

Drużyna


Park maszynowy

więcej 

Co byś wybrał(a)?
Alfa Romeo Giulia 2.0 Turbo
Alfa Romeo Giulia 2.0 Turbo
czy
Alfa Romeo 155 Q4
Alfa Romeo 155 Q4

Spaghetti z zimnym sosem czyli jak się zostaje Alfistą.

Data dodania 2003-05-02 Autor: Mariusz
Dużo można mówić o kuchni włoskiej i jeśli ktoś ma opanowaną podstawową znajomość przepisów makaronowych i sosowych, praktycznie takim opowiadaniom może nie być końca. Il Dottore pisał swego czasu o "robieniu" sosu pomidorowego z kartonu. Jest to pomysł nierzadko chybiony, ze względu na umyślne pozbawienie uczestników takiej biesiady podstawowego smaku świeżego pomidora, który w kuchni włoskiej jest dominujący. Tym samym, decydując się na "komponent" w pewnym sensie sztuczny, możemy pójść dalej i zmienić zawartość receptury na zgodną z tym, co mamy w kuchennej szafce czy na kuchennej półce – przyprawy, "zwykłe" makarony czy ser marki ser z mleczarni w Skiroławkach. Można, owszem, ale dopiero wtedy jak przepis, który chcemy zmodyfikować, znamy na wyrywki i o każdej porze dnia i nocy, jesteśmy w stanie go wykonać, i smak jego jest identyczny. Powtarzalność, to cecha, która wyróżnia dobrą znajomość kuchni od złej lub żadnej. Zresztą, nie będę się więcej tu wymądrzał, dam Wam przepis i zrobicie taki makaron zgodnie z tym przepisem, a potem sobie modyfikujcie i zobaczymy komu lepiej wychodzi. Na start makaron, dobry, włoski, grano duro z semoliny, spaghetti, nitki popularnie zwane (grubość jaką lubicie), testowałem również z rurkami (penne, tortiglioni), jest dobre. Gotowanie makaronu, gdzieś już było opisane, ale krótko – woda ma wrzeć, solimy, wrzucamy makaron i gotujemy do miękkości, ale nie za mocno (al dente), nauczycie się. Ma być trochę twardszy niż kluchy do rosołu. Przeciętnie sto dwadzieścia, sto pięćdziesiąt gram na osobę (paczka półkilogramowa wystarcza spokojnie na cztery osoby). Teraz najważniejsze: sos. Zimny dlatego, że zrobiony ze świeżych składników nie podlega żadnej ‘obróbce cieplnej’, jedynie dokładnemu wymieszaniu i doprawieniu. Podstawowe składniki sosu: pół szklanki oliwy (najlepszej na jaką Was stać, ale czystej, nie aromatyzowanej, oczywiście extra vergine, czyli pierwsze tłoczenie), dwa lub trzy ząbki czosnku, zgniecione, garść świeżych listków bazylii - posiekać, dwie łyżki listków mięty – również posiekać, sok ze świeżej cytryny - dwie łyżki, świeżo mielony, czarny pieprz i sól. Do tego wszystkiego pomidory. Najlepsze jakie można znaleźć, najbardziej czerwone, najbardziej aromatyczne. ¦wieże. Na dwie osoby, cztery pięć sztuk. Pomidory sparzyć i obrać ze skóry. Pokroić, wybrać mokre części, ma zostać sam miąższ - pokroić go drobno wymieszać ze wszystkim co wyżej, doprawić solą i pieprzem. Dodatkowo (ale bez tego ani rusz): jedną lub dwie kulki sera mozarella z serwatki, pokrojone drobno. Mieszanie: makaron odcedzić (nie studzić zimną wodą), wymieszać z sosem i dodać pokrojoną mozarellę, wymieszać. Gotowe. Dajcie to na stół, do tego kilka gorących bagietek z białego pieczywa i gwarantuję, że każda włoska restauracja napotkana przez Waszych gości w drodze do domu, wyda się tanią garkuchnią. A na pewno zbyt drogą w stosunku do tego co oferuje.
Co to ma wspólnego z samochodami? Też mnie zastanawia, ale coś mam. Będzie o tym jak się zostaje Alfistą. Zastanawialiście się kiedyś czy właściciele, bardziej "zaangażowani" w posiadanie, niemieckich czy japońskich samochodów (o amerykańskich nie piszę, bo amerykanofilizm wysysamy z mlekiem matek, jak kiedyś nienawiść do narodu niemieckiego) w jakiś sposób próbują poznać choć w części kulturę czy choćby tylko jej wycinek jakiś, społeczności która dała możliwość kupienia takiej marki samochodu? Pytanie jest retoryczne i nasuwa od razu podejrzenie, że teoria jest mocno naciągana. Skąd się więc bierze zainteresowanie kuchnią akurat włoską? Owszem, jest to jedna z najbardziej ekspansywnych kuchni na świecie, jak nie najbardziej, ale czy gdybym miał niemiecki czy japoński samochód pisałbym o oliwie, czosnku i pomidorach? Bo o sałatce ziemniaczanej lub o sushi na pewno bym nie pisał (ale przepisy będą, czyli Niemcy i Japończycy we Włoszech). Czy to nie jest trochę tak, że samochód, nierzadko będący kwintesencją wszystkiego, co daje nam poczucie wolności i wyzwolenia, nie narzuca swego rodzaju ram i sposobu życia? Mówią: jesteś tym co jesz, więc jedz rzeczy dobre, wykwintne, po co sobie zaśmiecać ciało materiałem "tylko" energetycznym bez doznań estetycznych? Zatrzymaj się, posmakuj, a docenisz niektóre pociągnięcia kreski Pininfariny, Bertone, Zagato czy Da Silvy.

Data dodania 2003-05-02 Autor: Mariusz


Spotkania

więcej 

Porady techniczne

więcej 

Przepisy kulinarne

więcej